O nas
Relacje z rejsów
Galeria
Linki
Kontakt

Rejsy   

Szkolenia teoretyczne   
Certyfikat ISSA   
Imprezy firmowe   
Wynajem jachtów   
Opinie z rejsów   
Nasze publikacje   
Nasi skipperzy
  

Żeglarski styl życia


Moje wymarzone wnętrze jachtu..... czarterowego

Organizując rejsy szkoleniowo-stażowe na różnych akwenach morskich, raz pływając w Chorwacji a raz na Kanale La Manche, natrafiam na różne jachty. Są to głównie jachty o długości od 11 do 15 metrów. Większość z tych jachtów, to jachty laminatowe i nowe, więc raczej nowoczesne. Są one zazwyczaj zabudowane i wyposażone tak jak typowe jachty czarterowe.

W ostatnich latach zauważalna jest tendencja wśród producentów popularnych jachtów czarterowych do przesuwania kompromisu między tradycyjnymi dzielnymi jachtami a jachtami kawiarniano-imprezowymi bardziej na korzyść tych drugich. Nowoczesne jachty są szybkie na morzu i wygodne w porcie. W większości przypadków są one zakwalifikowane do pływania po otwartych morzach czy nawet oceanach i to również w trudnych warunkach. Dlatego też ich producenci powinni wziąć pod uwagę pewne czynniki istotne przy pływaniu nocą czy też w trochę gorszych warunkach – np. bajdewind przy 5-6B. Zrozumiałe jest to, że obniżanie kosztów – wynikające z naszego oczekiwania niskiej ceny – prowadzi do obniżania standardu, ale gdzie jest granica?

Czasami zdarza się, że decydujemy się na pływanie przez noc czy nawet przez całą dobę lub dłużej.  I wtedy okazuje się, że jacht na którym płyniemy mógłby być troszkę bardziej funkcjonalny. Np. w Grecji – jeżeli chcemy tam zobaczyć kilka ciekawych miejsc w trakcie jednego rejsu (nawet dwutygodniowego), to może się zdarzyć, że będziemy płynęli przynajmniej przez jedną noc. Pewne wyzwanie stawia wnętrze jachtu również wtedy gdy warunki pogodowe trochę się pogarszają – zwłaszcza przy ostrym kursie, kiedy jacht jest mocno przechylony a sternikowi zdarza się niezgrabnie przejechać po wypiętrzonych falach i całym kadłubem wstrząsają torsje połączone z hukiem dziobu (o płaskim dnie) spadającego w dolinę fali.

W momencie gdy stan morza rośnie okazuje się, że tak funkcjonalne w porcie duże przestrzenie mesy stanowią poważne wyzwanie dla osób próbujących przejść z zejściówki do kabiny lub do toalety na dziobie jachtu. Idąc na dwóch nogach, nie mamy się czego chwycić i lądujemy plackiem na stole. Np. w trakcie ostatniego mojego rejsu, bardzo sprawny fizycznie człowiek przechodząc przez mesę przeleciał nad stołem jak pijany kowboj. Parę razy widziałem jak załoganci miotani  przez jacht niczym osoby opętane przez złe moce turlali się przez stół uderzając się o ściany lub wystające klamki czy inne przedmioty.

Nie ma się o co oprzeć brakuje nam uchwytu czy wręcz poręczy.

Mesa. Pływając na jachcie nie potrzebujemy dużych przestrzeni. W trakcie pływania są one wręcz groźne. Wystarczy, aby przestrzeń między zabudową na jednej burcie a dinetką czy stołem była na tyle duża, żeby dwie osoby mogły się minąć, ale żeby można było się jakoś zaprzeć stojąc przy kambuzie.

Na wielu jachtach, aby zapewnić wrażenie większej przestrzeni, kącik kambuzowy (czyli kuchenkę i zlew) umieszcza się w szeregu po jednej burcie. Jest to rewelacyjne rozwiązanie w porcie, gdzie koło siebie mogą pracować dwie osoby.... ale w momencie gdy zaczynamy mieć gorsze warunki i jacht płynie w przechyle i „lekko” nim rzuca, a kambuz jest na nawietrznej, trudno jest zapalić gaz pod czajnikiem –. Trzeba się nieźle wczuć w rytm bujania, by wstrzelić się w te kilka sekund, kiedy jedną ręką przyciskam i odkręcam kurek gazu, a drugą ręką podpalam palnik. Jedyne co mnie łączy z jachtem to moje stopy i kurek gazu. Bardzo dobrym rozwiązaniem są relingi wewnątrz mesy – wzdłuż przejścia z rufy na dziób.

Wentylacja. Często w ramach oszczędności rezygnuje się z nawiewników i de facto nie ma systemu cyrkulacji powietrza – występuje natomiast częsta kondensacja wilgoci w powietrzu i osadzanie się skroplin na ścianach jachtu.

Kibelek. Zdarza się, że pływamy w takim towarzystwie, iż nie wypada imponować pewnymi umiejętnościami – jak np. oddawanie moczu z burty. W takim przypadku zalecane jest stosowanie toalety. Generalnie nowoczesne toalety są bardzo przemyślne. Z umywalki można wyciągnąć prysznic, w podłodze umieszczony jest odpływ, a umieszczony centralnie „tron” niespecjalnie przeszkadza. Na niektórych jachtach brakuje jednak uchwytu, który pomógłby się odpowiednio zaprzeć. Niektóre uchwyty, które zostały już tam umieszczone zostały zaprojektowane dla osób mocno zaawansowanych w uprawianiu jogi. Może mam pecha, ale mało ich ze mną pływa...

Poważny problem stanowią śmieci. Zazwyczaj pod zlewem umieszczony jest kosz na mniej więcej jakieś 20 litrów śmieci. Taki pojemniczek zapełnia się praktycznie w ciągu kilku godzin. Pływając na jachcie decydujemy się na produkty, których cechą typową jest duża liczba opakowań – niestety kosztem ekologii. Nie zawsze wszystko możemy mieć świeże. Puszki, torby i kartony są bardzo praktyczne przy ształowaniu. Wadą ich jest to, że po zużyciu powstaje przy tym wiele śmieci. W 9 rejsach na 10 pojemnik 20 litrowy nie wystarcza.

Zazwyczaj worek ze śmieciami zawisa na poręczy piekarnika, na kurkach kuchenki gazowej, na klamkach lub w toalecie. Jest to drobiazg ale niezwykle ważny. W momencie gdy taka torba ze śmieciami spadnie na podłogę i rozleci się, to mamy na głowie dodatkowy problem.... kiedy i tak jest ich nie mało w trakcie nocnego lub dłuższego przejścia. Do tej pory widziałem dobre rozwiązanie tylko na dosłownie trzech czy czterech jachtach: blat kuchenny z otworem zasłanianym klapą. Pod spodem szafka z obręczą i przestrzenią, w której spokojnie mieści się 60 litrowy worek na śmieci.

Kolejną istotną i przydatną rzeczą jest instalacja wody zaburtowej oraz wody słodkiej z pompką nożną. W tym przypadku niektórzy mogliby zarzucić, że jest to luksus.

Nawigacja. Trudno wymagać, aby na stolikach nawigacyjnych można było rozkładać całą mapę. Taki stolik zajmowałby połowę mesy. Ponadto, stoliki nawigacyjne coraz bardziej wspomagane są coraz większymi ploterami z mapami elektronicznymi. Coraz częściej ergonomiczne i funkcjonalne stanowiska nawigacyjne przekształcane są w kąciki nawigacyjne, gdzie cała elektronika jest ciasno upchana na jednej ściance. Oszczędność miejsca może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Np. na jednym z jachtów, na którym kiedyś pływałem UKF-ka była umieszczona idealnie na poziomie łokcia nawigatora. Za każdym razem kiedy schodziłem po kimś pod pokład, żeby zerknąć na mapę, widziałem, że kanały UKF-ki były przełączone na inne niż te, które ja ustawiłem. Na pytanie, kto to zrobił nie było odpowiedzi, a wszyscy patrzyli się na mnie jak na..... działacza politycznego.

Kolejnym drobiazgiem jest siedzisko. Zdarza się, że jest ono wyprofilowane, tak aby łatwiej było siedzieć, gdy stanowisko nawigatora jest na nawietrznej, ale często zdarza się, że jest ono płaskie i przypomina trochę zjeżdżalnię niż miejsce do siedzenia. Na kilku jachtach spotkałem się wręcz z sytuacją, że nawigator siedział na materacu będącym częścią dinetki. Zważywszy, że materac nie był jakoś mocno przymocowany do siedziska – dosłownie na trzy rzepy – zdarzało się, że nawigator lądował przy przechyle na podłodze. Na szczęście leciał razem z materacem, więc lądowanie było „miękkie” – może nie potrzebnie się czepiam. 

Bardzo przydatne są listwy na krawędzi podłoża pod materacem – lekko wystające ponad nie. Całkiem skutecznie wspomagając mocowania na rzepy.

Przydatna była by też jakaś listwa lub próg, o który można by się zaprzeć nogą siedząc na stanowisku nawigatora, gdy jest ono na nawietrznej.

Skoro jesteśmy przy stoliku nawigacyjnym, to jeszcze krótka uwaga na temat oświetlenia. Na jachtach czarterowych zazwyczaj oświetlenie mesy podzielone jest (o ile w ogóle) na dwie lub trzy sekcje, przy czym oświetlenie stolika nawigacyjnego jest tylko częścią większej sekcji. Jest to problem, gdy płyniemy w nocy i chcemy zerknąć na mapę nie oślepiając sternika.

Idealnym rozwiązaniem byłoby oświetlenie diodowe, które zużywa mało energii, daje wystarczająco dużo światła i na pewno nie oślepia żeglarzy siedzących w kokpicie – sternika i obserwatora. Ale to już jest chyba luksus.

Często się zdarza, że w trakcie nocnego pływania lub w trudniejszych warunkach, niektórzy wolą nie wchodzić do swoich kabin lub też chcą być do dyspozycji w każdej chwili i wolą spać w mesie – dla nich słabo przymocowane materace to poważny problem. Czasami zdarza się, że ktoś woli spać w mesie, bo jego „współspacz” chrapie lub nie mieszczą się obaj w kabinie. Niestety nie wszystkie dinetki są na tyle wygodne, żeby się dobrze wyspać – są albo wygięte w łuk lub zbyt krótkie.

Niektóre elementy elektryczne i elektroniczne są zainstalowane nieodpowiednio – na jednym z jachtów spalił się regulator napięcia, ponieważ niewielka ilość wodny w zęzie opłukiwała go przy przechyle.

Elastyczne zbiorniki z wodą pod siedzeniami lub pod kojami – gdzie można podnosić pokrywy – to poważny problem. Gdy są pełne i zostaną poddane naciskowi mogą ulec uszkodzeniu.

Na prawie wszystkich jachtach – z bardzo nielicznymi wyjątkami – jest zawsze problem z suszeniem mokrych sztormiaków.  Nawet na większych jachtach trudno jest znaleźć odpowiednie miejsce na ich powieszenie.

Czasem dostęp do zęzy jest bardzo utrudniony. Trzeba podnosić połowę podłogi, aby dostać się do pompy, czujnika lub zęzy. Są jachty, gdzie w podłodze jest mała klapka/ maskownica i do zęzy można się bardzo łatwo dostać i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku – dosłownie w ciągu kilku sekund. 

Oczywiście są różne lodówki i nie można mieć pretensji do osoby zabudowującej wnętrze jachtu o konstrukcję lodówki. Lodówka to ważne miejsce na jachcie: nie tylko kiedy pływamy po ciepłych wodach ale również kiedy pływamy po Morzu Północnym lub w Norwegii – w lodówce chowamy artykuły, które niekoniecznie ładnie pachną. Dobrym pomysłem jest stosowanie odpływu z lodówki do zęzy. Dzięki temu cały nadmiar wody (skroplin) odprowadzany jest bezpośrednio do zęzy, która powinna być regularnie opróżniania/ czyszczona.

Na wiele z powyższych uwag można by odpowiedzieć: „Chcesz sobie pływać w nocy i przez parę dni lub tygodni nonstop, to kup lub zaprojektuj sobie sam zabudowę jachtu”.

Mówimy tu jednak o jachtach czarterowych, na których większość żeglarzy pływa i które powinny być uniwersalne i powinny spełniać pewne warunki bezpieczeństwa – nie podlegające kompromisom. Może nie napisałbym tego tekstu gdybym nie musiał ostatnio chodzić po mesie na czworaka, nie zostałbym brutalnie wyrzucony z siedzenia nawigatora przez rozkołysany jacht, czy też nie widziałbym przelatujących przed moimi oczami załogantów z jednej burty na drugą i nie potykałbym się o materace nie trzymające się podłoża....

Nasza lista mailingowa zapisz wypisz
Morski Klub Żeglarski BLUELOG Tomek Lipski +48 600 091 888
sailing@webmedia.pl fax 0-22 486 97 18

Punkt Sprzedaży Biuro podróży TRC
Warszawa pl. Konstytucji 1
Budynek hotelu MDM ( pod arkadami )
wejście od ul. Marszałkowskiej 45/49
webmedia polska - hosting - pozycjonowanie - link sponsorowany google








Copyright 2006 BLUE LOG Tomasz Lipski

design by Nefryt Studio www.nefryt-studio.pl